Nierówne zmagania

Amok, część 2

“Gdzie podziemne życie na przekór się toczy bez słońca. Gdzie rzeki do morza wciąż toczą swe wody bez końca. Gdzie jałowy chodnik znów różę urodzi bez słońca. Gdzie bierzesz swój kamień i w górę go toczysz… bez końca”. Bisz

Pandemia na każdego miała jakiś wpływ. Wielu potraciło życie, w tym mój bliski przyjaciel. Niektórzy otarli się o śmierć a jeszcze inni do dzisiaj się zmagają z różnymi konsekwencjami. Oczywiście są tacy, którzy będą negować, że nic się nie działo. Nie ważne. Ja wiem co widziałem i z jakiego powodu płakałem.

Poza zdrowotną/życiową stroną pandemii, ludzie tracili biznesy z powodu ograniczeń wprowadzonych przez poszczególne kraje. Do tego zakazy wyjścia do lasów… to ostatnio to trochę tak jakby nie pozwolić oddychać świeżym powietrzem. Niepokój jak u Grzeszczak „co z nami będzie, kiedy znajdziemy się na zakręcie”. Ja podczas pandemii nie ucierpiałem. Nie chorowałem.

Miałem stabilną pracę, jedyny przestój to 2 tygodnie, za które nie otrzymałem wynagrodzenia, ale po pandemii zostało to zrekompensowane. Nie było źle. A, no tak … miałem rynki i towarzystwo z Telegrama. Mój drugi świat. Drugie życie. To co miało iść na oszczędności, szło na brokera na X. Przy niskiej dźwigni, dłuższe trzymanie straty przy małym depozycie powodowało, że w tej statystycznej grze taki sposób postępowania był nieopłacalny. Na drugi etap, opisany jako część 2 traciłem znowu wspólne
oszczędności. Etap 1 zakończył się tym, że dług został spłacony, karta została zamknięta i została złożona obietnica, którą każdego dnia łamałem.

Trading jest jak toczenie kamienia w górę. Po drodze mamy swoje słabości, piętro wyżej market marker, czyli brokerzy, którzy swoim marketingiem zaczynają być obecni nie tylko na stronach ale też reklamach na YT czy w telewizji. Ostatnio Iker Casillas się do Polski nawet przeprowadził. Czekam aż broker na X utworzy fundację dla uzależnionych upierdalaczy kont. Abstrahując od tego chciałbym tylko napomknąć z jaką nieuczciwą praktyką brokerską spotkałem się ja.

Na rynku są okresy kiedy płynność jest większa i mniejsza. Zwiększa się wtedy, kiedy wchodzą większe kapitały. Ma to miejsce np. przy ogłoszeniu istotnych danych gospodarczych; w USA bardzo często jest to godzina 14:30. Albo, kiedy „coś wisi w powietrzu” – w pandemii takim triggerem były informacje o redukcji stóp procentowych oraz informacja o szczepionce. Game changer. Poważni gracze wiedzieli, że teraz tylko Long, na długo. Leszcze, tacy jak ja, uprawiali day trading na wykresach jedno minutowych. Dawcy kapitałów. A takich, market makerzy lubią najbardziej.

Ponieważ za pomocą algorytmów tworzą świece nadziei i strachu, odpowiednio do tego sterując spreadem (czyli różnica między ceną kupna i sprzedaży) w chwilach kluczowego momentum. Dlatego są momenty, w których lepiej stanąć z boku i patrzeć jak rynek się będzie zachowywał. Ja polubiałem godzinę 14.30. Taki rzut monetą.

Obstawić dużo a potem patrzeć. Z perspektywy czasu – żałosne. I tak, niektórzy piszą,
niemożliwe. A ja napiszę – uzależnienie behawioralne. Jednak na przestrzeni lat 2021-2023 nie byłem tego świadomy. Dodatkowo duzi gracze mają dostęp do informacji i decydujący wpływ na to, w jakim kierunku pod wpływem tej informacji ma iść rynek. Dlatego z rynkiem nie warto się kłócić. Nie ma co uprawiać martyngału.

Drugie podejście skończyło się spektakularną klęską. Nie opisuję tutaj swoich zagrań, każdego dnia ich były setki. To nie ma sensu. Może jedynie wspomnę jak poplułem się makaronem mając załadowanego shorta pod korek przy informacji o szczepionce, która wygenerowała duże momentum wzrostowe.

Przez Telegrama śmiałem się przez łzy – jakieś głupie teksty, żarty znieczulały moje ego na porażkę, której dokonałem. Rok 2020 zakończyłem ze stratą 51k PLN. Ależ potężne aktywo podatkowe na przyszłe zyski. A ile pieniędzy skradzionych najbliższym. Znowu obiecałem, że nie będę więcej, że to ostatni raz.

Myślicie, że przestałem?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *